Teksty Liturgiczne: Dz 15,1-2.22-29; Ap 21,10-23; J 14,23-29
Życie chrześcijanina to dążenie do domu Ojca przez łaskę Jezusa Chrystusa w mocy Ducha św. Liturgia dzisiejszej niedzieli, podobnie jak ostatnich niedziel okresu wielkanocnego, przypomina tę prawdę i jej znaczenie w życiu wyznawców Chrystusa. Jedynym przewodnikiem do domu Ojca jest zmartwychwstały Chrystus. Chociaż Jezus odchodzi wstępując do nieba: „Odchodzę, ale i przyjdę znów do was… Jeśli Mnie ktoś miłuje, przyjdziemy do niego”, ale zawsze jest i będzie z nami: „Przyjdę do was i Ojciec ześle wam Ducha św. w moim imieniu, On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co wam powiedziałem.”
Bóg mieszka w nas, w tych, którzy Go kochają: „Przyjdziemy i zamieszkamy w was.” Dlatego „niech nie trwoży się serce wasze i nie lęka”. „Pokój zostawiam wam, pokój mój wam daję. Nie tak jak daje świat, Ja wam daję… Radujcie się, bo idę do Ojca… który pośle wam Ducha św. w moim imieniu.” Życie chrześcijanina jest więc drogą do Ojca poprzez dobrze spełnione i zrealizowane powołanie życiowe, aby także innych przyprowadzić do Ojca i Syna wraz z Duchem św. Kto zaniedbuje obowiązki swojego ziemskiego powołania, ten naraża także swój wieczny los. „Kto bowiem nie spotka Boga w ludzkiej rodzinie, ten się z Nim i w wieczności rozminie.”

Ks. Proboszcz Józef Zielonka

 

Miłosierdzie Boża, dzięki przesłaniu Boga przez Faustynę, stało się nadzieją
dla ludzi. Sam Bóg przypomniał ludzkości swój największy przymiot. Zaś Faustyna pisała o nim w ostatnich latach życia
1934-1933.

Dzisiaj przeważnie pisze się o miłosierdziu z punktu dogmatycznego, biblijnego, eklezjalnego, a nie zwraca się uwagi na rolę jaką odgrywa na drodze świętości chrześcijanina. Mówi się dużo o głoszeniu miłosierdzia, a to już czynił sam Bóg w Starym Testamencie, a pomija się jego realizacji w życiu codziennym. Miłosierdzia jako przymiotu Boga nie da się umysłem pojąć, można go tylko duchowo zgłębić poprzez miłość jako odpowiedź

na miłość miłosierną Ojca Niebieskiego. Z jednej strony nieograniczoność Miłosierdzia Bożego ukazywał św. Faustynie Chrystus, a z drugiej strony podkreślał, że jest ono dostępne dla każdego człowieka. Dlatego zostawił środki udzielania miłosierdzia: czyn, słowo, modlitwa, aby rozwijać świętość ludzkości. Ci, którzy są miłosierni są „duszami wybranymi” przez Jezusa. Wobec tego Chrystus mówi: „Dusze wybrane są w moim ręku światłami, które rzucam w ciemność świata i oświecam go. Jak gwiazdy oświecają noc, tak dusze wybrane oświecają ziemię, a im dusza doskonalsza, tym większe światło roztacza wkoło siebie i dalej sięga; może być ukryta i nieznana najbliższym, a jednak jej świętość odbija się w duszach na najodleglejszych krańcach świata” (Dz 1601). Jezus więc wzywa do świętości i od tej osobistej

1. Powołanie do świętości

Sobór Watykański II podkreśla, że każdy człowiek jest powołany do świętości (por. KDK 8). Świętość do której jesteśmy zaproszeni jest darem Bożym, który może się tylko zrealizować w pełni, gdy podejmiemy go z całym zaangażowaniem swojej woli. Możemy ją osiągnąć poprzez realizację miłosierdzia. Dlatego Jezus objawił tę prawdę Faustynie: „ O gdyby dusze chciały słuchać głosu Mego, kiedy przemawiam w głębi ich serca, w krótkim czasie doszłyby do szczytu świętości” (Dz 584). Sama podkreśla, że już w siódmym roku życia otrzymała „zaproszenie do życia doskonalszego” (Dz 7). Z biegiem lat Siostra pyta Jezusa o określenie świętości. Zbawiciel odpowiada, że polega ona „na wypełnianiu woli Bożej”. Wobec tego pisze: „ Zrozumiałam, że wszelka dążność do doskonałości i cała świętość polega na wypełnianiu woli Bożej. Doskonałe spełnienie woli Bożej jest dojrzałością w świętości, tu na wątpliwości nie ma miejsca. Otrzymać światło Boże, poznawać, czego Bóg od nas żąda, a nie czynić tego, jest wielką zniewagą majestatu Bożego. Dusza taka zasługuje, żeby ją Bóg opuścił zupełnie; jest podobna do Lucyfera, który miał wielkie światło, a nie pełnił woli Bożej. Dziwny spokój wstąpił w duszę moją, kiedy rozważyłam, że pomimo wielkich trudności zawsze szłam wiernie za poznaną wolą Bożą. O Jezu, udziel mi łaski, abym w czyn wprowadziła poznaną wolą Twoją, Boże” ( Dz 666).

 

 

 

 

Kochani,

Jest takie słowo Jezusa w Ewangelii Mateusza, które wychodzi nam naprzeciw: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię”( Mt 11,28). Życie często jest trudne. Także wiele razy tragiczne. Praca jest trudem; poszukiwanie pracy jest trudem. Znalezienie dziś pracy wymaga od nas bardzo wielkiego trudu. Ale to, co w życiu ciąży najbardziej to nie to, ale brak miłości. Ciężko nam, kiedy nikt się do nas nie uśmiecha, kiedy nie jesteśmy akceptowani. Ciążą pewne milczenia, czasem nawet w rodzinie, między mężem a żoną, między rodzicami a dziećmi, między braćmi. Bez miłości trud staje się jeszcze cięższy, nie do zniesienia. Myślę o osobach starszych, które są same, o rodzinach przeżywających trudności, ponieważ nie doświadczają pomocy i wsparcia dla tych osób w domu, które potrzebują specjalnego zainteresowania i troski. „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście” – mówi Jezus.

Drogie rodziny, Pan zna trudy i ciężary naszego życia. Ale zna również nasze głębokie pragnienie, aby znaleźć radość pokrzepienia! Pamiętacie? Jezus powiedział: „Niech wasza radość będzie pełna” (por. J 15,11). Jezus chce, żeby nasza radość była pełna. Powiedział to apostołom i powtarza to nam dzisiaj. Jest to więc pierwsza rzecz, którą chcę się z wami podzielić, a jest to słowo Jezusa: Rodziny całego świata, przyjdźcie do mnie, a Ja wam dam pokrzepienie, aby radość wasza była pełna. To słowo Jezusa zabierzcie do waszych domów, nieście w waszych sercach, dzielcie się nim w rodzinach. Zachęca nas ono, byśmy do Niego poszli, otrzymali radość.

Drugie słowo zaczerpnąłem z obrzędu małżeństwa. Zawierający sakrament mówią: „Ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci”. Ślubują sobie wierność w radości i smutku, w zdrowiu i w chorobie. Nowożeńcy składając przysięgę nie wiedzą, jakie czekają ich radości i smutki. Wyruszają, jak Abraham, zaczynają podążać razem. To właśnie jest małżeństwo! Wyjście i wspólne podążanie, ręka w rękę, powierzając samych siebie wielkiej ręce Pana. Zawsze ręka w rękę, i to przez całe życie! A nie dostosowywanie się do tej kultury prowizorium, która kroi nam życie na kawałki!

Z tym zaufaniem do wierności Boga stawiają czoło wszystkiemu, bez lęku, odpowiedzialnie. Chrześcijańscy małżonkowie nie są naiwni, znają problemy i niebezpieczeństwa życia. Ale nie boją się podjąć swojej odpowiedzialności przed Bogiem i społeczeństwem. Nie uciekając, nie izolując się, nie rezygnując z misji tworzenia rodziny i rodzenia dzieci. – Ależ Ojcze, dzisiaj to trudne ... – . Pewnie, że to trudne. Dlatego potrzebujemy łaski sakramentu! Sakramenty nie są po to, żeby być dekoracją życia. Jaki piękny ślub, jakie wspaniałe wesele – to nie jest łaska sakramentu. To pewna dekoracja. Łaska nie jest po to, żeby przyozdabiać życie. Jest po to, żeby dać nam moc, żebyśmy byli dzieli, żebyśmy mogli iść naprzód! Chrześcijanie zawierają sakrament małżeństwa, ponieważ są świadomi, że go potrzebują! Potrzebują go, żeby być zjednoczeni między sobą i żeby wypełniać misję rodziców. „W radości i smutku, w zdrowiu i chorobie”. A w swoim małżeństwie modlą się razem i we wspólnocie. Dlaczego? Tylko dlatego, że taki jest zwyczaj? Nie! Czynią tak, gdyż tego potrzebują dla długiej drogi, którą mają razem przebyć, długiej drogi, które nie jest w kawałkach, ale trwa całe życie. I potrzebują pomocy Jezusa, aby podążać razem z ufnością, aby przyjąć siebie nawzajem każdego dnia, żeby przebaczać sobie każdego dnia! To jest ważne w życiu rodzin: umieć sobie przebaczać. Każdy z nas ma wady. Czasami czynimy coś, co nie jest dobre, wyrządzają krzywdę innym. Trzeba mieć odwagę, by prosić o przebaczenie, kiedy w rodzinie popełnimy błąd. Przed kilkoma tygodniami powiedziałem na placu św. Piotra, że aby rozwijać rodzinę trzeba używać trzech słów: proszę, dziękuję i przepraszam. Są to trzy słowa kluczowe. Prosimy o pozwolenie, żeby nie być nachalnymi: czy chcesz, żebym to zrobił – chodzi o język prośby o pozwolenie. Dziękujemy, dziękujemy za miłość. Ale powiedz ile razy dziennie dziękujesz twojej żonie, że cię kocha? A ty – twojemu mężowi? Ileż dni mija bez powiedzenia tego słowa „dziękuję”! I ostatnie- „przepraszam”. Wszyscy popełniamy błędy. Czasami, ktoś w rodzinie i w małżeństwie się obraża. Mówi się trudne słowa, ale posłuchajcie tej rady: nie kończcie dnia bez pojednania. Pokój przekazuje się w rodzinie każdego dnia na nowo! Prosząc o przebaczenie zaczynamy od nowa. Proszę, dziękuję, przepraszam. Powiedzmy to wszyscy razem! Proszę, dziękuję, przepraszam! Wypowiadajmy te trzy słowa w rodzinie, żeby każdego dnia sobie wybaczać! Rodzina doświadcza w życiu wielu pięknych chwil: odpoczynek, wspólny obiad, wyjście do parku czy wyjazd na wieś, odwiedziny dziadków, osoby chorej ... Ale jeśli brakuje miłości, to brakuje radości, brakuje święta. Zaś miłością zawsze obdarza Jezus: On jest niewyczerpalnym źródłem i daje nam siebie w Eucharystii. Tam daje On nam swoje Słowo i Chleb życia, aby nasza radość była pełna.

Zachęcam Was do wpatrywania się w obraz Świętej Rodziny w ich życie codzienne. Maryja i Józef wyruszyli jako pielgrzymi do Jerozolimy, będąc posłuszni Prawu Pańskiemu. Także starzec Symeon i prorokini Anna, przybyli do świątyni pobudzeni Duchem Świętym. Scena ta ukazuje nam spotkanie trzech pokoleń: Symeon trzyma w ramionach Dzieciątko Jezus, w którym rozpoznaje Mesjasza, a Anna jest przedstawiona w geście wychwalania Boga i przepowiadania zbawienia ludzi, którzy czekali na odkupienie Izraela. Tych dwoje starców przedstawia wiarę jako pamięć. Chciałbym was zapytać: czy słuchacie dziadków? Czy otwieracie serca na pamięć, którą dają nam dziadkowie. Ależ dziadkowie są mądrością rodziny, są mądrością narodu. Naród, który nie słucha dziadków, umiera. Trzeba słuchać dziadków. Maryja i Józef są rodziną uświęconą obecnością Jezusa, który jest wypełnieniem wszystkich obietnic. Każda rodzina, podobnie jak ta z Nazaretu, jest wpisana w dzieje jakiegoś narodu i nie może istnieć bez poprzednich pokoleń. Drogie rodziny, także i wy jesteście częścią Ludu Bożego. Podążajcie z radością wraz z tym Ludem. Bądźcie zawsze zjednoczone z Jezusem i nieście Go wszystkim poprzez wasze świadectwo. Wspólnie uczyńmy naszymi, słowa świętego Piotra, które dają nam siłę i będą nam dawały siłę w chwilach trudnych: „Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego”( J 6,68 ). Z łaską Chrystusa, żyjcie radością wiary! Niech Pan was błogosławi a Maryja, nasza Matka niech wam towarzyszy.

 

Przepełnieni jesteśmy lękiem, także w Niemczech

– lękiem przed zamachami terrorystycznymi,

jak niedawno we Francji i Belgii,

lub wcześnie w Wielkiej Brytanii i Hiszpanii.

Sprawozdania o cierpieniach wielu ludzi,

w najróżniejszych zakątkach świata, prawie

codziennie wieczorem trafiają poprzez

wiadomości do naszych dusz: uciekinierzy

w łodziach, topiący się w Morzu Śródziemnym,

chrześcijanie wypędzani z Syrii bądź

Iraku, niezwykle ciężkie położenie ludzi

w Strefie Gazy i na całym Bliskim Wschodzie,

gdzie niewiele jest nadziei na pokojowe

rozwiązanie konfliktów, lęk przed muzułmańskim

państwie teokracyjnym w Nigerii

lub Pakistanie. Dzisiejszy czas pokryty

jest krwawymi śladami. Chrześcijanie są

największą grupą, dotkniętą prześladowaniami

i odrzuceniem.

 

Chryste, Ty znasz wszelkie cierpienia tego świata,

Ty zdajesz sobie sprawę z samotności wielu ludzi i pochylasz się nad niedola samotności,

bliski jesteś, gdy ktoś życzy sobie wyzdrowienia.

Oddaję w Twoją opiekę ludzi starszych i ich ułomności.

Przyprowadzam ich do Ciebie, abyś ich pocieszył:

Proszę Cię w imię Twojej miłości,

aby nikt nie musiał się męczyć w poczuciu beznadziejności.

I niech dar Twojej niewyrażalnej miłości rozbłyśnie w moim sercu,

aby wszelki ból i wszelka samotność widziała jedynie nieskończone światło.

Wiem, że jesteś Zbawicielem, doświadczam Twojej miłości w każdej minucie.

Do mnie skierowujesz Swoją prośbę, aby Cię poświadczać.

Ożywiasz moje serce współczuciem, każesz kierować moje kroki ku niedoli.

Promieniujesz w moich oczach,

aby inni w swojej sytuacji odczuwali ciepło.

To Ty jesteśmy tym, który w moim akcie woli, w „Tak” wypowiedzianym wobec jedności z Tobą,

wybiega naprzeciw cierpiącym i poświadcza wobec nich Swoja obecność.

Przemawiaj do serc chorych,

przemawiaj, o Jezu, tak, jak pocieszałeś ich za Swego życia Znasz potrzeby naszych czasów, znasz ciemność rozpaczy.

Bliski jesteś tym, którzy ze względów zdrowotnych muszą żyć z dala od domu.

Pozwól, aby moje doświadczenia,

w pocieszających słowach, nawiązały kontakt z cierpieniem i podaruj mojemu sercu żar,

który uzdrawia wszystko ku lepszej wiedzy, aby oddawano Ci cześć na całym świecie.

Twój krzyż, spojrzenie w daleką przestrzeń

w wypełnione szczęściem, błogie Królestwo.

Twój krzyż, historia naszego Zbawienia,

szczęście grzesznika, który świadomy jest swego zbawienia,

dojrzałości swej duszy.

Twój krzyż, objawienie Twojej miłości,

zwycięstwo nad wszelkim cierpieniem, niedolą i rozpaczą.

Twój krzyż, na którym wykrwawiła się majestatyczna miłość,

na którym wszystko, co słabe staje się siłą.

Twój krzyż, brama szczęścia,

rzeczywistość grzechu i wybaczenie,

Twój krzyż, prawda ludzka,

absolutna miłość,

dobro, przyszłość,

zachęta, aby wierzyć w Boga.

Twój krzyż, który uzdalnia nas

do wypełniania naszych dusz sprawiedliwością i świętością.

Twój krzyż, wsparcie w tajemniczym świecie,

siła zgodna z Duchem Chrystusa,

światło – niezwyciężalne i suwerenne.

W krzyżu konfrontowani zostajemy z pytaniem:

Czy możesz temu krzyżowi udzielić innej odpowiedzi,

aniżeli takiej, która powiedziałaby „tak” do życia?

Oczekują nas cierpienia, gdyż musimy zwyciężyć zło,

które w człowieku przeciwstawia się Zbawicielowi.

Twój krzyż upomina wszystkich, aby się nawrócili.

Do tego krzyża przybity został twój i mój Zbawiciel.

On odkupił nas Swoim przesłaniem,

miłością,

która stała się w nas pożarem.

Zjednoczenie na krzyżu ze Zbawicielem oznacza,

że w skrajnej miłości

zgadzamy się z Jego wolą.

Twój krzyż, o Jezu, objawił mi sens mojego życia.

Pokładam w Tobie moją ufność – w Tobie, który uratowałeś świat.

Czekam na spełnienie w Tobie.

 

Święty Jacek urodził się w Kamieniu Śląskim ok. 1183 r. Pochodził ze śląskiej linii rodu Odrowążów. Z rodziny Odrowążów pochodzą również: bł. Czesław oraz bł. Bronisława. Po studiach w Paryżu i w Bolonii Jacek przyjął święcenia kapłańskie i został mianowany kanonikiem krakowskim. Istotną rolę w jego życiu odegrał Biskup Krakowski Iwo Odrowąż, jego bliski krewny. W 1215 r. udając się do Rzymu na Sobór Laterański zabrał ze sobą m.in. Jacka, którego powierzył duchowej i intelektualnej opiece św. Dominika, założyciela zakonu żebraczego i kaznodziejskiego, reformatora Kościoła.

Jacek wstąpił wówczas do nowo powstałego zakonu dominikanów i przyjął habit zakonny z rąk św. Dominika. Jesienią 1221 r., Jacek wraz z towarzyszami założył w Krakowie pierwszy klasztor dominikański na ziemiach polskich. Kierując się przesłaniem św. Dominika, łączył pracę ewangelizacyjną z modlitwą, zwłaszcza różańcową i zawierzeniem Matce Bożej. Dawało mu to niezwykłą moc apostolską.

Podziwu godne były jego misjonarskie podróże po Polsce, Rusi, Prusach, Pomorzu i Śląsku. Osobiście zakładał wiele klasztorów dominikańskich, między innymi w Toruniu, Chełmnie, Gdańsku, ale także w Płocku, Sandomierzu, Królewcu, Rydze oraz w Kijowie.

Był obdarzony przez Boga niezwykłymi darami, w tym także darem czynienia cudów. Nawracał, niosąc ze sobą różaniec i figurę Matki Bożej. Głosił Ewangelię i zwiększał zastępy gorliwych kapłanów w klasztorach dominikańskich, a liczni jego uczniowie zostawali gorliwymi biskupami.

Umarł w Krakowie 15 sierpnia 1257 r. w uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Pochowano go w dominikańskim kościele Świętej Trójcy w Krakowie. Kanonizował go w 1594 r. papież Klemens VIII.

Święty Jacek był jedną z najznakomitszych postaci XIII wieku i należał do najwybitniejszych mężów ówczesnej Europy. Jego figura, jako jedynego świętego pochodzącego z Europy Środkowo - Wschodniej, znajduje się na kolumnadzie Berniniego okalającej Plac św. Piotra w Rzymie.

 

Modlitwa do św. Jacka
O umiłowany święty Jacku, nasz Patronie, oddajemy najwyższy hołd Bogu za to, że wezwał Cię z ziemi śląskiej do  apostolskiej służby w Kościele i postawił między nami jako wzór świętości. Pragniemy też oddać cześć Niepokalanej Matce Boga i naszej Królowej, której byłeś wiernym synem i którą nauczyłeś nas czcić przez świętą modlitwę różańcową. Święty Jacku, patronie nasz, wstawiaj się za nami u Boga i wyproś nam łaski, o które Cię błagamy. Patronie śląskiej ziemi. Ty, który z apostolską gorliwością głosiłeś Chrystusową Ewangelię i budziłeś w ludzkich sercach miłość Bożą, naucz nas podobnej gorliwości w służbie Bogu i ludziom. Uproś nam u Boga pomoc w przeciwnościach, abyśmy za twoim wstawiennictwem otrzymali zbawienie wieczne.
Przez Chrystusa, Pana naszego.
Amen.