Teksty Liturgiczne: Syr 27,4-7; 1 Kor 15,54-58; Łk 6,39-45
Wśród wielu tematów zawartych w dzisiejszej liturgii, chociaż obchodzimy dzisiaj Uroczystość Najświętszej Trójcy, jest miłość. Miłość jest podstawowym prawem, które każdy człowiek powinien zachowywać i wypełniać. Tak mówi Jezus. Bo Bóg jest miłością i miłość Boża rozlana jest w sercach naszych, bo Jezus nas umiłował, umiłował do końca. Jaka powinna być ta miłość i jak ma być realizowana wyjaśnia Św. Paweł w Liście do Koryntian, w 13 rozdziale, tzw. hymnie o miłości. Na samym początku tego hymnu Św. Paweł mówi: „Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, byłbym niczym.” W dzisiejszej ewangelii św. Łukasz mówi o miłości bliźniego i jej przejawach w życiu człowieka. Ale ponieważ nie ma miłości Boga bez miłości bliźniego i odwrotnie, nie ma miłości bliźniego bez miłości Boga, dlatego najlepszym sprawdzianem miłości Boga i bliźniego jest otwarcie swojego serca na potrzeby drugiego człowieka, na jego troski i jego osobiste szczęście. Jezus wzywa nas do miłości bliźniego i pragnienie byśmy się wzajemnie miłowali, „Miłujcie się wzajemnie tak, jak ja was umiłowałem”. Zatem nasza miłość bliźniego musi być taka sama jak miłość Jezusa. Mamy być dobrym drzewem, które wydaje dobre owoce. „Nie jest dobrym drzewem to, które wydaje zły owoc, ani złym drzewem to, które wydaje dobry owoc. Po owocu bowiem poznaje się każde drzewo: nie zrywa się fig z ciernia ani z krzaka jeżyny nie zbiera się winogron. Dobry człowiek z dobrego skarbca swego serca wydobywa dobro, a zły człowiek ze złego skarbca wydobywa zło. Bo z obfitości serca mówią jego usta.” Miłość bliźniego obowiązywała już w Starym Testamencie, ale miała inny charakter. Odnosiła się tylko do członków jednej rodziny, pokolenia czy narodu. Nie obejmowała obcokrajowców. Miłość o której mówi Jezus ogarnia cały świat. Przedmiotem miłości się wszyscy ludzie bez względu na rasę czy pochodzenie, czy przynależność narodową. Miłość ta obejmuje nawet nieprzyjaciół. Miłość bliźniego domaga się postrzegania go w dobrym świetle. Jezus gani obłudę. Mówi: „Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz? Jak możesz mówić swemu bratu: “Bracie, pozwól, że usunę drzazgę, która jest w twoim oku”, gdy sam belki w swoim oku nie widzisz? Obłudniku, wyrzuć najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka swego brata.” Każdy człowiek jest obrazem Boga, dlatego też ma prawo do naszej miłości. Jezus kochał wszystkich, bo widział w ich twarzach odbicie oblicza swego Ojca. W miłości swojej posunął się tak daleko, że klęknął przed ludźmi, jak to uczynił w przypadku apostołów, kiedy klęcząc umywał im nogi. A potem za wszystkich ludzi oddał swoje życie na krzyżu.
Dlatego też mamy trwać w miłości Jezusowej, tzn. wczuwać się w potrzeby innych ludzi, szanować ich godność. Miłość bowiem drugiego człowieka nie może być tylko słowną miłością, musi objawiać się w działaniu. Prawdziwa miłość nie liczy na wzajemność, nie spodziewa się niczego, po prostu kocha. Czytając życiorys świętych stwierdzamy, że to właśnie miłość stała się źródłem ich uświęcenia i wyniesienia na ołtarze. Czy potrafimy tak kochać naszych bliźnich jak powiedział Pan Jezus? Bez obłudy i nienawiści, i nieść im pomoc jeśli zachodzi taka potrzeba, bo miłość musi być głównym motorem naszego codziennego działania.

 

Ks. Proboszcz Józef Zielonka

 

W Kościele trwa rok jubileuszowy - rok miłosierdzia! Papież Franciszek od początku swego pontyfikatu podkreślał tajemnicę Bożego miłosierdzia. W swojej pierwszej homilii Franciszek zaznaczył, jak ważne jest dla niego przesłanie miłosierdzia, które nie wytyka ludziom ich kruchości i ich ran, lecz leczy je lekarstwem miłosierdzia. W różnych numerach naszego periodyku wielokrotnie spotykamy się z czynnym miłosierdziem, o którym mówiła i które swoim życiem pokazywała Matka Maria Teresa. Chcemy wszystkich zachęcić, do czynnego praktykowania dzieł miłosierdzia. Nie można jednak tylko i wyłącznie na tym poprzestać! Artykuł ks. prof. Stanisława Urbańskiego pokazuje nam, że miłosierdzie to coś więcej. To nasze jednoczenie się z Bogiem i droga do osobistej świętości! Niech czas Wielkiego Postu i Świąt Paschalnych, będzie dla nas na nowo odkryciem, że: Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jedno-rodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzone-go Syna Bożego. (J 3, 16-18)

 

Miłosierdzie Boża, dzięki przesłaniu Boga przez Faustynę, stało się nadzieją
dla ludzi. Sam Bóg przypomniał ludzkości swój największy przymiot. Zaś Faustyna pisała o nim w ostatnich latach życia
1934-1933.

Dzisiaj przeważnie pisze się o miłosierdziu z punktu dogmatycznego, biblijnego, eklezjalnego, a nie zwraca się uwagi na rolę jaką odgrywa na drodze świętości chrześcijanina. Mówi się dużo o głoszeniu miłosierdzia, a to już czynił sam Bóg w Starym Testamencie, a pomija się jego realizacji w życiu codziennym. Miłosierdzia jako przymiotu Boga nie da się umysłem pojąć, można go tylko duchowo zgłębić poprzez miłość jako odpowiedź

na miłość miłosierną Ojca Niebieskiego. Z jednej strony nieograniczoność Miłosierdzia Bożego ukazywał św. Faustynie Chrystus, a z drugiej strony podkreślał, że jest ono dostępne dla każdego człowieka. Dlatego zostawił środki udzielania miłosierdzia: czyn, słowo, modlitwa, aby rozwijać świętość ludzkości. Ci, którzy są miłosierni są „duszami wybranymi” przez Jezusa. Wobec tego Chrystus mówi: „Dusze wybrane są w moim ręku światłami, które rzucam w ciemność świata i oświecam go. Jak gwiazdy oświecają noc, tak dusze wybrane oświecają ziemię, a im dusza doskonalsza, tym większe światło roztacza wkoło siebie i dalej sięga; może być ukryta i nieznana najbliższym, a jednak jej świętość odbija się w duszach na najodleglejszych krańcach świata” (Dz 1601). Jezus więc wzywa do świętości i od tej osobistej

1. Powołanie do świętości

Sobór Watykański II podkreśla, że każdy człowiek jest powołany do świętości (por. KDK 8). Świętość do której jesteśmy zaproszeni jest darem Bożym, który może się tylko zrealizować w pełni, gdy podejmiemy go z całym zaangażowaniem swojej woli. Możemy ją osiągnąć poprzez realizację miłosierdzia. Dlatego Jezus objawił tę prawdę Faustynie: „ O gdyby dusze chciały słuchać głosu Mego, kiedy przemawiam w głębi ich serca, w krótkim czasie doszłyby do szczytu świętości” (Dz 584). Sama podkreśla, że już w siódmym roku życia otrzymała „zaproszenie do życia doskonalszego” (Dz 7). Z biegiem lat Siostra pyta Jezusa o określenie świętości. Zbawiciel odpowiada, że polega ona „na wypełnianiu woli Bożej”. Wobec tego pisze: „ Zrozumiałam, że wszelka dążność do doskonałości i cała świętość polega na wypełnianiu woli Bożej. Doskonałe spełnienie woli Bożej jest dojrzałością w świętości, tu na wątpliwości nie ma miejsca. Otrzymać światło Boże, poznawać, czego Bóg od nas żąda, a nie czynić tego, jest wielką zniewagą majestatu Bożego. Dusza taka zasługuje, żeby ją Bóg opuścił zupełnie; jest podobna do Lucyfera, który miał wielkie światło, a nie pełnił woli Bożej. Dziwny spokój wstąpił w duszę moją, kiedy rozważyłam, że pomimo wielkich trudności zawsze szłam wiernie za poznaną wolą Bożą. O Jezu, udziel mi łaski, abym w czyn wprowadziła poznaną wolą Twoją, Boże” ( Dz 666).

 

Moi Drodzy Chorzy!

Jak wielkie nie byłoby znaczenie założonych przez mnie wspólnot, zawsze jednak pozostają one kontrowersyjne i nie zaznają spokoju. Tym samym to ryzykowne przedsięwzięcie, w którym moje „Tak” zjednoczyło się z Bogiem, pozostaje czymś, co cieszy się najwyższym zainteresowaniem. W tym przypadku związane jest to z konsekwencją, z którą podejmuje się decyzję pozostania przy Bogu, lub zwrócenia się ku przemijającym wartościom świata.

Wasze cierpienia, drodzy Chorzy, przyczyniają się do kontynuacji misterium Chrystusowego w istniejących założeniach. Warunkiem Waszego duchowego zachowania jest Wasze zaufanie. Jak głębokie są korzenie Waszego powołania, dowiecie się dopiero później. Nowoczesny świat chce się powoli odłączyć od pierwotnych chrześcijańskich myśli i w praktycznym życiu pragnie stopniowo pozbyć się obrazu Ukrzyżowanego. Jednak bez konfrontowania się z ukrzyżowanym Chrystusem nie osiągniemy zbawienia, na które tak bardzo mamy nadzieję. Jedną z cech charakterystycznych naszej cywilizacji - wspólnej dla chrześcijan i pogan -jest kwestia uznania. Cierpienia nie cieszą się uznaniem, raczej się ich unika. Ludzie wręcz wzbraniają się, aby wykrzesać w sobie zrozumienie dla ludzi, których życie naznaczone jest fizycznymi bądź duchowymi cierpieniami. I także w tym przypadku poryw uczucia na nowo wiąże człowieka z ludźmi chorymi bądź zrozpaczonymi.

Zawsze żądna poznania prawdy, poszukuję świadomie świata, w który mogłabym wniknąć. Zrozumienie go nie jest w pierwszej linii techniczną umiejętnością, pytaniem serca, czynem lub jego brakiem. Chcąc zrozumieć Was, drodzy Chorzy, jest to przede wszystkim dążenie ku osiągnięciu jakości, dążenie ku Waszej obecności i dążenie, aby związać się z Wami. Pragnę wykrzesać w sobie zrozumienie dla Waszej sytuacji - nie dla siebie, gdyż na własnej skórze doświadczyłam, co to jest cierpienie, lecz dlatego, że pragnę pomóc także tam, gdzie nikt inny nie jest w stanie zbadać głębi cierpienia-pragnę odkryć w Was możliwości, ukryte miejsca, w których najlepiej można do Was dotrzeć i przemówić. Pragnę Wam powiedzieć, jak bardzo Was kocham i jak wielkie są moje uczucia wobec Was. Pragnę w Bogu rozpoznać tę umiejętność. Wasze zadania wymagają prawdziwego chrześcijańskiego życia.

Ważne jest, abyśmy mieli zrozumienie dla innego człowieka, abyśmy wychodzili sobie naprzeciw, abyśmy sobie pomagali i wspierali się nawzajem. To wspólne pragnienie jest naszym celem. Wspólnie modlimy się za naszych kapłanów i ich uświęcenie.

Właśnie ta myśl przyczyniła się do powstania tego listu. Dziękuję Wam za wszystko i życzę Wam powrotu do zdrowia.

Wasza
Matka Maria Teresa

 

Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec (1 J 3, 1).
A jak można zobaczyć tę Miłość?
Trzeba w nią uwierzyć, wtedy ją widać.
Wiara widzi i kontempluje.
Popatrzcie - kontemplujcie.
Gdy nie widzi się tej Miłości,
gdy się w nią nie wierzy
to naprawdę nic się nie widzi dobrze.
Popatrzcie!
Co więc widać?
Widać całą historię zbawienia,
jako dzieje miłości Boga do człowieka,
dzieje trudnego dialogu miłości między Bogiem a człowiekiem.
Miłość stworzyła świat, a w nim człowieka i obdarowała go wszystkim.
Została jednak odrzucona.
Przyszła do swoich, a swoi Ją odrzucili.
Choć sama została odrzucona, to ona nie odrzuca.
Tak zaczęła się na świecie droga Syna Bożego, który stał się człowie­kiem i w najdoskonalszy sposób objawił miłość Ojca
Miłość Boga do nas widoczna jest w miłości Jezusa Chrystusa.
Przyszedł gdyśmy jeszcze byli grzesznikami.
Tę oszałamiającą prawdę, Bożą logikę, kreśli przed nami św. Paweł:
Chrystus bowiem umarł za nas, jako za grzeszników, w oznaczonym czasie, gdyśmy [jeszcze] byli bezsilni. A [nawet] za człowieka sprawiedliwe go podejmuje się ktoś umrzeć tylko z największą trudnością. Chociaż może jeszcze za człowieka życzliwego odważyłby się ktoś ponieść śmierć. Bóg zaś okazuje nam swoją miłość [właśnie] przez to, że Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami. Tym bardziej więc będziemy przez Niego zachowani od karzącego gniewu, gdy teraz przez krew Jego zostaliśmy usprawiedliwieni. Jeżeli bowiem, będąc nieprzyjaciółmi, zo­staliśmy pojednani z Bogiem przez śmierć Jego Syna, to tym bardziej, będąc już pojednani, dostąpimy zbawienia przez Jego życie. I nie tylko to
ale i chlubić się możemy w Bogu przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, przez którego teraz uzyskaliśmy pojednanie (Rz 5, 6-11).
Zatrzymajmy się nad tą prawdą, nad tą Bożą logiką miłości:
Bóg zaś okazuje nam swoją miłość [właśnie] przez to, że Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami.

Gdy Jezusa sądzono, krzyczano ukrzyżuj Go i krzyżowano, to nie powiedział: „nie znam was”,
ale prosił Ojca: Ojcze odpuść im, bo nie wiedzą, co czynią.

Judaszowi nie powiedział: „wynoś się”, ale Przyjacielu, po coś przyszedł?
Doświadczając od ludzi różnych złych zachowań, słów, postaw, nie przeklinał ich, ale mówił:

«A Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie». To powiedział zaznaczając, jaką śmiercią miał umrzeć (J 12, 32-33).

 

Drodzy Bracia w Kapłaństwie,

Słowa odczytane z listu do Hebrajczyków, pokazują w jak wiel­kiej tajemnicy uczestniczymy. Pokazują nasze kapłaństwo, kapłaństwo Nowego Przymierza, w relacji do kapłaństwa Starego Testamentu. Za­sadnicza różnica jest w tym, że nasze kapłaństwo jest umocowane w je­dynym kapłaństwie Chrystusa, Bożego Syna. On jest Najwyższym i Je­dynym Kapłanem, który złożył siebie Ojcu Niebieskiemu, jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy. „Gdzie jest ich odpuszczenie, tam już więcej nie zachodzi potrzeba ofiary za grzechy”. Ofiara Jezusa, ofiara na krzyżu, złożona Ojcu Niebieskiemu, znosi wszystkie ofiary Starego Przymierza. One bowiem, jak mówi Autor Listu, „żadną miarą nie mogą zgładzić grzechów”. Dlatego nie ma innej ofiary za grzechy, jak ta, która została złożona przez Bożego Syna. W tej tajemnicy odpuszczenia grze­chów, z woli samego Chrystusa uczestniczymy.

To On w czasie ostatniej wieczerzy włączył swych uczniów, i  wszystkich tych, którzy, poprzez wieki będą przez Niego wezwani i po­wołani, aby każdego dnia spełniali na Jego pamiątkę sakramentalny ob­rzęd urzeczywistniający Jego jedyną i niepowtarzalną ofiarę złożoną na drzewie Krzyża. To co miało miejsce w Wielki Piątek, to urzeczywistnia się ilekroć stajemy przy ołtarzu, aby sprawować Najświętsza Ofiarę.

 

Zespól dziecięcy „Arka Noego” śpiewał popularną kiedyś piosenkę „Taki duży taki mały może świętym być”. Druga zwrotka tej piosenki stwierdza:

„Kto się nawróci ten się nie smuci,
Każdy święty chodzi uśmiechnięty.
Tylko nawrócona jest zadowolona.
Każda święta chodzi uśmiechnięta”.

Temat nawrócenia powraca w naszym nauczaniu w tym roku duszpasterskim na różne sposoby. Jest on obecny w czytaniach wybranych na to nabożeństwo pokutne. To temat znany w Starym i Nowym Testamencie

W Starym Testamencie prorocy wielokrotnie kierowali do Narodu Wybranego wezwania do zmiany sposobu myślenia i postępowania, do pamiętania o miłości Boga i bliźniego. Pan Jezus wzywał do nawrócenia: „Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię”.

Czytane dzisiaj teksty wzywają do nawrócenia na drogę miłości.

Księga Powtórzonego Prawa przypomina o miłości Boga. Wylicza przykazania i nakazuje: „Będziesz miłował twojego Boga, z całego swego serca, z całej duszy swojej, ze wszystkich swych sil. Niech pozostaną w twym sercu te słowa, które ja ci dziś nakazuję".

Pan Jezus odpowiada na pytanie uczonego w Prawie, które przykazanie jest najważniejsze? Uczeni w Piśmie wyliczali 613 różnych przykazań. w tym 248 nakazów i 365 zakazów. Trudno było określić, które i nich jest najważniejsze.

Boski Zbawiciel dal jasną odpowiedź, że najważniejsze przykazanie to przykazanie miłości. „Będziesz miłował Puna Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umyśleni. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Na łych dwóch przykazaniach opiera się całe Prawo i Prorocy"

Św. Paweł w czytanym fragmencie Listu do Efezjan wzywa. „Bądźcie więc naśladowcami Dogu, jako dzieci umiłowane, i postępujcie drogą miłości, bo i Chrystus was umiłował i samego niebie wydał za nas w ofierze i dani na wdzięczni) wonność Bogu".

 

Ks. prof. dr hab. Stanisław Urbański został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, pana Andrzeja Dudę, za wybitne zasługi w pracy naukowo-badawczej, dydaktycznej i społecznej. Honorowe odznaczenie „Polonia Restituta” jest po Orderze Orła Białego drugim pod względem precedencji cywilnym odznaczeniem państwowym Rzeczpospolitej Polskiej.

Ks. prof. Urbański jest kierownikiem jedynego w Europie Zakładu Duchowości Europejskiej i Katedry Teologii Życia na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie i wieloletnim przyjacielem „Communio in Christo”. Towarzyszył powstaniu wielu dysertacji na temat założycielki Matki Marii Teresy i jej  mistyki. Ze względu na rozliczne badania naukowe dotyczące życia założycielki Ksiądz Profesor uważają za jedną z najbardziej znaczących mistyczek współczesnych czasów. Jest on zawsze mile widzianym gościem w Domu Macierzystym Zakonu w Mechernich.